Dziś, dwadzieścia lat po wyrwaniu się z kajdanów obcego reżimu Polska i Polacy stoją przed wieloma wyzwaniami, nie mniej wymagającymi, niż te które czekały na nas na początku transformacyjnej drogi. Dynamicznie zmieniający się świat, wymusza na państwach, społeczeństwach i jednostkach zmiany podejścia do spraw gospodarczych, politycznych, kulturalnych, społecznych itp. Jak podkreślał, w przemówieniu otwierającym IV Kongres Obywatelski , Jan Szomburg wbrew pozorom „świat staje się coraz trudniejszy, a nie coraz łatwiejszy”. Pomimo znacznej unifikacji i standaryzacji wzorców organizacji gospodarczej i społecznej reguły gry są coraz bardziej płynne, rozmyte i zmienne. Aby nie pozostać w tyle, potrzebujemy debaty nad wieloma aspektami naszej egzystencji, w tym szczególnie nad charakterem i jakością naszej narodowej wspólnoty. Istnieje paląca potrzeba odpowiedzi na pytania o kształt naszego Razem: na czym oprzeć naszą wspólnotowość? Jakie są główne zagrożenia i bariery dla budowania polskiego kolektywu? W czym upatrywać wspólnototwórczego potencjału?
Tożsamość, zasady czy działanie? Wszystko na raz!
„Jakie razem Polaków w XXI wieku? Wspólnota tożsamości, zasad czy działań?” – z tak sformułowanym problemem mieli zmierzyć się paneliści w ramach jednej z sesji tematycznych Kongresu Obywatelskiego. Moderujący debatę dr Rafał Prostak z Wyższej Szkoły Europejskiej im. Ks. Józefa Tischnera w Krakowie już we wprowadzeniu do dyskusji zauważył, że naszym zadaniem nie jest wybór jednej z trzech, wymienionych w tytule spotkania, dróg budowania Razem. Aby stworzyć silną i stabilną wspólnotę musimy połączyć wszystkie te składniki. Tylko taka komplementarna „mikstura” może być substancją spajającą polski naród.
Konsument czy obywatel?
Kapitalizm nie sprzyja budowaniu podstaw współdziałania. Taką tezę postawiła prof. Anna Pałubicka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. U podstawy tej konstatacji leży systemowy model integracji społecznej, charakterystyczny dla społeczeństw kapitalistycznych. Osią integracji systemowej jest daleko posunięty podział pracy, który tworzy sieć relacji i zależności między zawodami. To właśnie on stanowi podstawę społecznej egzystencji. Model ten nie zakłada i nie wymaga partycypacji jednostek w tym samym systemie przekonań czy wartości. Z tego punktu widzenia, niepotrzebna jest wspólna kulturowa, bo to stosunki ekonomiczne są elementem determinującym nasze zachowanie względem innych.
Czynniki pozaekonomiczne są podstawą odmiennego systemu integracji – modelu kulturowego. Kultura jest tu rozumiana jako zbiór informacji i zasad, które trzeba znać i wyznawać, aby czuć się członkiem wspólnoty. Dla społeczności zorganizowanych według niego kluczowe są: podmiotowość człowieka, wspólnota przekonań, podobne preferencje polityczne, takie samo kategoryzowanie dobra i zła. W przeciwieństwie do modelu systemowego, w którym integracja następuje w momencie wejścia jednostki w relacje o charakterze ekonomicznym, integracja kulturowa zaczyna się już w najmłodszym okresie naszego życia. To właśnie instytucje socjalizacyjne takie jak rodzina czy szkoła uczą właściwego współegzystowania z innymi ludźmi i nakazują nam traktowanie ich w kategoriach podmiotowości. Niestety ekspansja i umacnianie się systemu kapitalistycznego powodują rozpościeranie się niehumanistycznych wzorców zachowań na relacje interpersonalne, które nie mają charakteru ekonomicznego. Fakt, iż coraz więcej sfer życia społecznego znajduje się pod presją kapitału, powoduje konieczność „pozostawienia na zewnątrz” postaw i wartości zinternalizowanych przez jednostkę w trakcie integracji kulturowej. Coraz częściej swoją społeczną egzystencję umiejscawiamy na osi „sprzedawca-klient” lub „producent-konsument”. Takie patrzenie na świat powoduje wzmocnienie postaw indywidualistycznych, poczucie egoizmu i egotyzmu a także erozję więzi kulturowych i zaufania do innych ludzi.
Oczywiście jednostki uczestniczą w obu procesach integracji na raz, jednakowoż między tymi dwoma modelami organizacji toczy się cicha walka o rząd dusz. Obecnie większość naszej uwagi koncentruje się na „robieniu interesów” nie zaś na budowaniu społecznych więzi. Co gorsza owe interesy robimy raczej na kimś niż z kimś. Zdaniem prof. Pałubickiej wymagania przyszłości, a więc innowacyjność, kreatywność i gospodarcza otwartość wzmocnią znaczenie strategii indywidualistycznym, ukierunkowanych na adaptację i przetrwanie, nie zaś na współistnienie i współtworzenie. Coraz szerszy obszar naszej działalności będzie funkcjonalny względem kapitału. Być może będziemy musieli stanąć przed wyborem: efektywna gospodarka ALBO wspólnota?
Dzisiaj jedyną szansą dla wspólnoty są ludzie szczerze zaangażowani w pielęgnowanie kultury, wartości i zasad. Jej los leży w ich rękach; mogą oni próbować „zarażać” innych ludzi swoją ideologią. Mimo niesprzyjających warunków jest to do zrobienia, wymaga jednak dużo samozaparcia, determinacji i silnej woli. Kongres Obywatelski jest przykładem na to, że takich osób jest wiele i co pocieszające, wywodzą się oni z różnych środowisk, co może sprzyjać wypracowaniu, nie pomijającego żadnych interesów, konsensusu.
Wspólnota to tylko(?) mit
Do kwestii wspólnoty nie należy podchodzić w sposób zorientowany naukowo. Jest to raczej sprawa metafizyki niż statystyki. Dr Krzysztof Mazur, Prezes Klubu Jagiellońskiego, kierując się myślą prof. Leszka Kołakowskiego przekonywał, iż mówiąc o poczuciu narodowej przynależności musimy obracać się w sferze mitu. Należy jednak podkreślić, iż nie jest to mit w rozumieniu potocznym, a więc jako coś nieprawdziwego lub w najlepszym przypadku coś o charakterze legendy. Dychotomiczny podział na prawdę i fałsz nie ma tutaj większego znaczenia. Kluczowa z tego punktu widzenia jest sensotwórcza moc mitu i siła wartości jakie on za sobą niesie.
Mity tworzą wspólnotę losów, która leży u podstaw narodowej tożsamości i jedności. Nie my wybieramy miejsce urodzenia i dorastania. Nasze późniejsze wybory, czy tego chcemy czy nie, są w przyszłości determinowane przez to co przyswoimy w początkowym okresie naszego życia. Mit polskości pozwala na utrwalanie jej w naszych umysłach i eksternalizuje się w naszych zachowaniach. Przykład piłkarza Łukasza Podolskiego (Polaka posiadającego niemieckie obywatelstwo i grającego dla reprezentacji tego kraju), który nie cieszył się po wygranym meczu Niemiec z Polską, dobitnie świadczy o tym, że narodowość to nie kwestia prawno-formalna lecz sprawa mentalnego zakorzenienia.
Sławienie bohaterskości to kolejna wspólnototwórcza funkcja mitu. Z punktu widzenia tożsamości rola bohaterów jest niezwykle istotna. Ich działanie pokazuje, że można poświęcać indywidualne interesy na rzecz dobra wspólnego. Co więcej warto to robić! Pokazują oni, że Polska to nie tylko idea, ale coś realnego za co można walczyć a nawet umierać. Znaczenie tego faktu jest szczególne zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w których postawy egoistyczne nie skłaniają do robienia czegoś, co nie wzbogaca naszego CV (a jest tak nawet w przypadku zaangażowania w oddolne inicjatywy obywatelskie). Aby tworzyć wspólnotę musimy zmienić sposób myślenia o mitach, nie możemy bać się konfrontacji z nimi. Większa znajomość i akceptacja mitologii narodowej pozwoli nam zmienić postawę peryferyjną wobec naszej narodowej tożsamości, spowoduje, że przestaniemy się jej wstydzić. Afirmacja polskości z pewnością przełoży się też na sferę działań, w której więcej będzie aktywności pro publico bono.
Nie ma jednej historii Polski
Prof. Ryszard Żółtaniecki z Collegium Civitas zauważył, iż historycznym problemem Polski był (i nadal jest) brak ciągłości wewnętrznego przekazu informacyjnego. Ponad wiek rozbicia kraju na trzy zabory, a następnie ponad półwiecze zależności i braku suwerenności negatywnie odbiły się na jakości transmisji kultury polskiej. Taki stan rzeczy znalazł swoje odbicie w ogromnym zróżnicowaniu pamięci historycznej Polaków. Inaczej pamiętamy wydarzenia z przeszłości, inny jest nasz stosunek do rzeczy, które miały miejsce w naszej historii. W poruszanej już sferze mitologii przekłada się to chociażby na brak jednego mitu założycielskiego, który byłby akceptowany przez nas wszystkich. Nawet ruch „Solidarności”, który miał szansę stać się takim mitem, w perspektywie czasu nie zdołał przebić się przez wszystkie bariery i różnice, które dzielą Polaków.
Do czego potrzebna jest nam tożsamość? Przede wszystkim do zrozumienia siebie i innych. Jeśli nie wiemy kim jesteśmy, nie możemy ustosunkować się do innych i znaleźć swojego miejsca, nie możemy aktywnie i kreatywnie istnieć w świecie, tworzyć w nim niepowtarzalnej wartości dodanej. Skoro zauważamy tylko różnice i nie widzimy przede wszystkim tego co nas łączy, nie będziemy w stanie się ze sobą komunikować i na pewno nie wytworzymy w sobie poczucia obywatelskości.
Żółtaniecki zwrócił też uwagę na nowe zagrożenia dla narodowej tożsamości w okolicznościach zmieniającego się świata. Globalizacja, niosąca drastyczną standaryzację zachowań i wartości powoduje, iż gubimy swoje charakterystyczne cechy i to zarówno te dobre jak i te złe. Jest to zabójcze dla naszej naturalnej kreatywności i przedsiębiorczości; może zredukować naszą pozycję w świecie do roli malutkich trybików w globalnej machinie. Bombardujące tandetą media odbierają nam kompetencje, niezbędne do odbioru kultury wysokiej, która jest przecież ważnym przekaźnikiem historii, tradycji i tożsamości.
Odnosząc się do wypowiedzi prof. Pałubickiej, Żółtaniecki stwierdził, że nie tylko chęć zysku powoduje nami w obecnych czasach. Z coraz większym zaangażowaniem mówi się o tzw. zrównoważonym rozwoju, biorącym pod uwagę, oprócz czynników ekonomicznych, także te społeczne czy ekologiczne. Co więcej, lekceważenie czynnika humanistycznego negatywnie wpływa na rozwój (w tym i rozwój gospodarczy), hamując jego dynamikę.
Jedność w różnorodności
O tym, że nie mamy jednej historii, nie możemy mieć jednej, wspólnej tożsamości, przekonywał dr Maciej Gdula z „Krytyki Politycznej”. Społeczeństwo polskie – historycznie skonfliktowana i spolaryzowana grupa (społeczeństwo szlachecko-chłopskie, a nie tylko chłopskie) nie potrzebuje budowania wieży Babel – tworzenia zuniformizowanego ludu. Nowoczesna polskość nie może wykluczać inności, narzucać z góry konkretnych wzorców i wywyższać jednych ponad drugich.
Polskie bezrefleksyjne próby dostosowywania się i uniwersalizowania pewnych idei i wzorów („druga Japonia, „druga Irlandia”) nie powiodły się. Czas na kreatywne wykorzystanie różnorodności. Nasza tożsamość narodowa, nasze Razem, ma być pewnym zbiorem procedur radzenia sobie z codziennymi problemami (edukacją, rynkiem pracy, zakresem dobra wspólnego) oraz wyzwaniami postępującej globalizacji. Właśnie w takich wspólnych strategiach, a nie w narodowej mitologii (będących zdaniem Gduli genialnym oszustwem) należy w przyszłości upatrywać szans na tworzeniu stabilnego społeczeństwa polskiego. Trzeba zatem postawić raczej na jedność w różnorodności niż na wydumany i jednorodny obraz Polaków.
Działanie łączy
Zaangażowana w projekty związane z Muzeum Powstania Warszawskiego, czy organizowaną przez Dom Spotkań z Historią imprezą „4 czerwca – wyłącz system”, dr Hanna Nowak-Radziejowska nawiązując niejako do wypowiedzi Macieja Gduli, stwierdziła, że mówiąc o Razem i o wspólnocie mówimy w zasadzie o dwóch różniących się od siebie pojęciach. Jej zdaniem podstawowa różnica polega na tym, iż Razem zakłada podobieństwo i jednomyślność, podczas gdy we wspólnocie stawia się na dużą otwartość i różnorodność. W swojej wypowiedzi, skupiła się ona na udowodnieniu, iż poczucie wspólnoty może wytwarzać się poprzez uczestnictwo w pewnych zbiorowych działaniach.
Przykład przedsięwzięć organizowanych przez Muzeum Powstania Warszawskiego pokazuje, że wśród Polaków może zaistnieć międzypokoleniowy dialog. Co więcej, w przeżywaniu wydarzeń historycznych nie dominuje poczucie traumy, lecz refleksje skierowane na siłę jedności i wspólnotowości. W umysłach Polaków Powstanie Warszawskie nie jawi się przede wszystkim jako wystąpienie przeciw Niemcom, a raczej jako demonstracją siły i niezłomności narodu Polskiego. Okazuje się więc, że mimo społecznego zróżnicowania historia może jednak łączyć a wspominane przez poprzednich panelistów rozbicie historycznej pamięci Polaków nie wydaje się być przesądzone.
Projekty realizowane przez młodych ludzi i dla młodych ludzi ukazują zafascynowanie uniwersalnymi wartościami, takimi jak nieugiętość, determinacja, umiłowanie wolności. To, że w dniu 4 czerwca 1989 roku ludzie utożsamiali się z plakatem przedstawiającym kowboja z filmu „W samo południe” (Gary Cooper), pokazuje, iż Polacy mają we krwi przywiązanie do tych wartości. Jednakowoż za dość symptomatyczny należy uznać fakt identyfikacji z jedną osobą, samotnym jeźdźcem, który mimo iż symbolizował piękne wartości, to działał w pojedynkę. Czy ma to jakiś związek z dość mizernym stanem naszej wspólnoty?
Głos z sali
Działanie, słabość rozwiązań prawnych i systemowych oraz brak zasad w życiu publicznym, to problemy na które wskazywali zabierający głos w dyskusji zgromadzeni obywatele. Większość z nich nie kryła też rozczarowania brakiem propozycji konkretnych rozwiązań, które prowadziłyby do budowania Razem. Kontrargumentujący prelegenci, w szczególności prof. Radziejowska, podkreślała, że nikt nie jest w stanie stworzyć gotowego przepisu na wspólnotę. Skutecznego panaceum na erozję narodowych więzi sami nie wymyślą nawet najwybitniejsi mędrcy. Taki przepis można stworzyć tylko i wyłącznie na drodze dialogu, debaty publicznej oraz dochodzenia do pewnego społecznego konsensusu.
Dr Sławomir Nałęcz, reprezentujący m.in. Towarzystwo Społeczno Kulturalne Miasto-Ogród Sadyba, za bardzo dobry przykład kolektywnego działania na rzecz dobra wspólnego uznał działalność środowisk lokalnych. Inicjatywy lokalne to coś realnego, coś co się dzieje i o czym można opowiadać ludziom, czego można uczyć w przedszkolach czy szkołach. To swoiste studium przypadku Razem. Inny z przybyłych słuchaczy Adam Zyzman potwierdził tą opinię, stwierdzając, że wspólnoty lokalne, to dla budowania wspólnoty najwdzięczniejsze tworzywo. Odnoszący się do tych wypowiedzi dr Żółtaniecki wyraził wątpliwości, czy drobne inicjatywy mają swoje przełożenie na ogólnospołeczną tożsamość, czy zwiększają siłę i potencjał państwa i narodu Polskiego, także na arenie międzynarodowej.
W wielu wypowiedziach przewijał się wątek nieefektywności ustawodawstwa polskiego, regulującego życie samorządów, wspólnot lokalnych – w szczególności gmin, które Leszek Grzelak (jak sam siebie określił – obywatel) nazwał „glebą na której rośnie kapitał społeczny”. Brak porozumienia między władzą/prawodawcą a obywatelami to szczególna bolączka polskich samorządów. Ale czy przypadkiem nie jest tak, jak zauważył prawnik Krzysztof Wojdyło, że winą nie należy obarczać prawodawców lecz stronę stosującą prawo, w tych nas samych – obywateli?
Stanowczo i wyraźnie podkreślony został problemy zasad, odpowiedzialności i moralności, które zdaniem jednej ze słuchaczek wystąpień panelistów, nie znalazły należytego miejsca w ich wypowiedziach. Ta sama osoba zwróciła uwagę na rozkład tych elementów w polskim życiu publicznym. Dotyczy to ogółu, nas wszystkich, ale w szczególności polityków/posłów, którzy mimo iż są reprezentantami narodu, czują się od niego całkowicie niezależni. Zmiana takiego stanu rzeczy powinna iść w kierunku wykształcenia zasad efektywnej i przyzwoitej codziennej koegzystencji. Tylko wtedy będziemy mogli myśleć o tworzeniu wspólnoty społecznej i politycznej.
Przede wszystkim debata
W podsumowaniu sesji, prowadzący spotkanie dr Prostak, stwierdził, że z powodu postępującej ekonomizacji życia politycznego i społecznego, erozji wspólnototwórczych wartości, dziś jak nigdy dotąd potrzebujemy kulturowej solidarności opartej na szerokim konsensusie. Istnieje kilka, przywołanych przez biorących udział w sesji, dróg prowadzących do tego celu: od identyfikacji polegającej na wspólnocie doświadczeń, narodowej mitologii i kulturze po wspólne działanie na wielu poziomach społecznej organizacji i na wielu płaszczyznach . Widać, że wciąż nie mamy wspólnego zdania na temat Razem. Ba, jesteśmy jeszcze daleko od wypracowania pewnej zgody w tej sprawie. Jedynym rozwiązaniem wydaje się ogólnospołeczna, międzyśrodowiskowa debata, która będzie się toczyć między ludźmi na co dzień, nie tylko "od święta", np. przy okazji wydarzeń jak Kongres Obywatelski.
opracowanie materiału: Wojciech Woźniak
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




















