Strona główna --> IV Kongres Obywatelski --> Sprawozdania --> Portret młodego pokolenia
 

Portret młodego pokolenia

Podstawowym pytaniem, jakie rodzi się podczas dyskusji na temat młodego pokolenia, to czy  w ogóle o jakimkolwiek pokoleniu może być mowa? Czy nasze bardzo silne poczucie indywidualizmu pozwala nam czasem na spożytkowanie swego potencjału dla dobra grupy czy też właśnie pokolenia? A może jesteśmy bezwzględnymi egoistami, którzy nie chcą czy też nie potrafią poczuć jakiejkolwiek więzi ze swoimi rówieśnikami?


Są dwie możliwe odpowiedzi na te pytania. Większość dyskutantów obstaje przy tym, że o żadnym pokoleniu nie może być mowy. Pomijając strach młodzieży przed “wrzuceniem do jednego wora” (co najlepiej pokazała dyskusja o Pokoleniu ‘89 toczona swego czasu na łamach “Dziennika”), nie istnieje żadne spoiwo, które połączyłoby młodych ludzi. Jak zauważył dr Piotr Dardziński tylko 35% młodych ludzi tworzy i posiada zintegrowany system wartości (są to osoby utożsamiające się z nauką Kościoła). Pozostali nie wytworzyli silnego, alternatywnego systemu wartości. Owe 65% tworzą więc małe grupki, a żadna z nich nie jest na tyle silna, aby zostać uznaną za przedstawiciela swego pokolenia. Dochodzi do tego poczucie indywidualizmu i stawianie własnego dobra ponad dobro ogółu, co powoduje, że myśląc o ewentualnym pokoleniu nie myślimy o nim jako o jedności lecz raczej zbiorze podmiotów. Marcin Gomoła jest  głównym przedstawicielem stanowiska zdecydowanie bardziej optymistycznego. Otóż uważa on, że skoro w mediach toczą się dyskusje o pokoleniu 89, JP II czy innych, również to, że młodzi coraz częściej pragną zabierać głos w owych publicznych debatach, to przecież jakieś pokolenie niewątpliwie istnieje i istnieć musi. Inna kwestia, że dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie tworzą pierwszą generację tak różną i całkowicie oderwaną od tradycji swych poprzedników.


Przede wszystkim poprzednie pokolenia młodych Polaków zawsze o coś walczyły. W zasadzie od momentu rozbiorów ich życie podporządkowane była walką o odzyskanie wolności. Jak słusznie zauważył dr Michał Łuczewski, poprzednie pokolenia żyły w państwie pogrążonym w kryzysie lub w ogóle bez państwa, tymczasem obecne z kryzysu wychodzi. Dawniej łatwo było stworzyć spójną generację - wszyscy młodzi walczyli o Polskę, ogłaszano manifesty, pod którymi podpisywały się setki osób. Jak słusznie zauważyła profesor Jadwiga Staniszkis, młodym w czasach komunizmu było o tyle łatwo, że nie dość, że wszyscy mięli wspólnego wroga (a wiadomo, iż to łączy ludzi, jak nic innego), to jeszcze chętniej swój bunt realizowali. W przypadku niepowodzeń, zarówno tych związanych z indywidualnymi jak i grupowymi działaniami, można je było sobie łatwo “usprawiedliwić”, zwalając niejako winę na system. Tymczasem w dzisiejszych czasach młodzi boją się działać, ponieważ boją się porażki, za którą będą ponosić pełną odpowiedzialność  i która może zachwiać ich poczuciem własnej wartości. Ponadto w dzisiejszych czasach (jak zauważył dr Piotr Dardziński) ludzie chcą dochodzić do celów (i to dużych) szybko i przy minimalnym nakładzie pracy i energii.


Jako że brak nam wspólnych doświadczeń czy  wroga rzeczywiście ciężko jest nasze pokolenie oceniać, zwłaszcza, że nie ma tu żadnego punktu odniesienia, nie można nas porównywać z pokoleniami poprzednimi. Po ‘89 roku wiele pojęć należało zdefiniować na nowo. Z pojęciem generacji jest podobnie - jego nowa definicja jest na etapie tworzenia. W dyskusji pojawiał się również głos mówiący o tym, że jest po prostu zbyt wcześnie, aby pokolenie oceniać. Nie ma nowej definicji, brak wspólnych działań i doświadczeń, ale przecież młodzi dopiero zaczynają wkraczać w dorosłe życie, są dopiero raczkującymi obywatelami. Jest jeszcze kwestia owego wroga - historia pokazuje, że Polacy zawsze jednoczą się w obliczu jakiegoś zagrożenia. Może i nam, młodym będzie dane o coś walczyć? Może rzeczywiście nie mieliśmy jeszcze okazji pokazać na co nas stać?


Wracając jednak do tego, że młodzi dopiero uczą się obywatelstwa. W porównaniu z poprzednimi pokoleniami rzeczywiście tę naukę zaczynamy dosyć późno. Pojawia się tu problem nierozerwalnie związany z dyskusją o generacji współczesnej polskiej młodzieży, mianowicie problem wychowania. Podczas  debaty pojawił się zdecydowany głos, mówiący o tym, że nas nikt nie wychował. Rodzice odnajdywali się w nowej rzeczywistości i większości nie mięli czasu dla swych dzieci, a szkoła… Powszechnie wiadomo, że jej wychowawcza funkcja to czysta fikcja. Dlatego sami, najczęściej indywidualnie, musimy nauczyć się pewnych wartości. Musimy jakoś odnaleźć się w nowoczesnym społeczeństwie, stworzyć swój system wartości i wpasować go w konsumpcyjną rzeczywistość. I to jest bardzo trudne zadanie. Zajmie nam ono wiele czasu, wielu z nas się podda, wielu nie podoła. Brak lub znikoma ilość młodzieżowych inicjatyw, dominujący pogląd, że nie ma w zasadzie żadnego pokolenia jest związany właśnie z tym problemem. Nie możemy budować wspólnej tożsamości, nie możemy być “razem”, dopóki nie uporamy się ze sobą i swoim systemem wartości.


W dyskusji pojawił się też problem, nazwijmy to pewnej hipokryzji wśród dorosłych. Oczekują od nas większego zaangażowania, podkreślają, że w zasadzie we wszystkich sektorach czy dziedzinach życia potrzebna jest “młoda krew”, ale jednocześnie (pomijając wspomniany już wcześniej fakt, że nie wychowują nas i  nie uczą , nie kształtują pewnych postaw) nie chcą usunąć się w cień i oddać młodym steru. Takim klasycznym i najszerzej dyskutowanym podczas panelu przykładem jest polityka. Marcin Gomoła przedstawił dane mówiące o tym, że w sejmie, na 460 posłów tylko 99 jest w wieku do 39 lat. Reszta to starzy wyjadacze, którzy w oczach młodzieży (mówiąc kolokwialnie) dorwali się do koryta i nie ma siły, która by ich stamtąd przegoniła. Oczywiście nie można takim argumentem w pełni usprawiedliwiać bierności politycznej młodych, ich brak politycznych poglądów, oraz braku poczucia obowiązku względem kraju (niechodzenie na wybory). Taki stan rzeczy usprawiedliwia jednak w pełni niechęć względem polityków jako takich czy też polskiej władzy. Jest to usprawiedliwienie o tyle uzasadnione, że młodzi mimo wszystko próbują się do tej polityki wedrzeć i jakoś ją zmienić od środka. Jest to taka typowa romantyczna i młodzieńcza postawa - sercem wierzy, że się uda, jednak rozum podpowiada, że te skamieniałe struktury są zbyt mocne i głową muru się nie przebije. Podczas debaty głos zabrał przedstawiciel młodego pokolenia, były poseł Krzysztof Bosak, który potwierdził, że rzeczywiście mimo gorących chęci i zapału, “starzy wyjadacze” nie dają “świeżej krwi” zaistnieć.


Innym przykładem ilustrującym hipokryzję  i swoiste zagubienie dorosłych jest trafne spostrzeżenie, które padło z ust jednego z dyskutantów, że dorośli z jednej strony z dumą opowiadają jak to byli opozycjonistami i “skakali przez płot za Wałęsą”, aby za chwilę dodać, że mimo wszystko za komuny to było lepiej. Nie dość, że szkoła ucząc modelowego myślenia powoduje w nas schizofrenię, to robią to jeszcze rodzice! Są bowiem młodzi ludzie (umówmy się, że nie jest to większość), którzy zazdroszczą pokoleniu swoich rodziców właśnie tej walki i wielkich osiągnięć. Sami chcieliby dokonać czegoś wielkiego. Tymczasem dorośli sprawiają, że ich zapał znika. Bo po co coś zmieniać, po co walczyć, skoro po latach i tak dochodzi się do wniosku, że w sumie nie było warto?


Oczywiście łatwo jest powiedzieć, że jesteśmy tacy czy owacy i w ogóle to wszystko wina szkoły i rodziców. Oczywiście, że nie! Tyle że niewątpliwie gdyby oni trochę nam pomogli, chwilami nawet trzymając za rączkę wprowadzili w pewne sprawy - byłoby nam o wiele łatwiej i zapewne nasze pokolenie wyglądałoby zupełnie inaczej.


Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Należy jednak zastanowić się co my sami robimy źle, nie zwalając winy na szkołę, rodziców czy “trudne czasy”. Główną winą jest nasze lenistwo. Powróćmy do myśli dr Piotra Dardzińskiego, który stwierdził, że dzisiejsza młodzież chce dziś szybko osiągać cele, przy minimalnym nakładzie pracy. To rzeczywiście jest trochę tak, że młodzi mają jakieś plany, budują swoją ścieżkę kariery czy ogólnie życia i od razu chcą znaleźć się na jej końcu. Chcą do swych celów dojść, a nie dochodzić. Dodatkowo przeważnie przyjmuje się opcję minimum - robimy tylko tyle i ani odrobiny więcej, ile pozwoli nam na osiągnięcie pewnych celów. Minimum nakładu i własnej pracy, a maksimum korzyści. Wszelkie decyzje o rozpoczęciu ewentualnych działań czy przyłączeniu się do różnych inicjatyw, podejmujemy przede wszystkim oceniając ich praktyczną przydatność. Nie  jest ważne czy angażowanie się w jakieś akcje da nam satysfakcję, czy pozwoli nam na wewnętrzny rozwój. Liczy się to, czy takie działanie da się wpisać do CV i czy taki wpis będzie mile widziany przez pracodawcę. Dlatego między innymi za wszelkimi ruchami młodzieżowymi nie stoją tłumy, a jedynie niewielka garstka pasjonatów. Jedna z dyskutantek podsunęła jednak pewna ciekawą myśl. Otóż młodzi często nie zdają sobie sprawę jak wiele można nauczyć się działając w jakiejkolwiek organizacji czy stowarzyszeniu. Jest to realne doświadczenie, wszak opiera się nie na wiedzy podręcznikowej a autentycznej i często trudnej, choć niezwykle przydatnej wiedzy i umiejętnościom praktycznym. Pracodawcy zresztą coraz częściej doceniają aktywność swoich pracowników (czy też potencjalnych pracowników)w sferze działalności społecznej ponieważ rzeczywiście wiedzą, że skoro osoba radzi sobie w stowarzyszeniu, poradzi sobie w niemal każdej pracy. Młodzi niby to wiedzą, ale wolą iść na jakiś kurs zarządzania, dostać wszystko wyłożone na tacy, wykuć się paru podręczników i dostać papierek. Tak jest o wiele prościej.

Jakie jeszcze są wady młodych Polaków? Swego rodzaju bezrefleksyjność, czy też refleksja za którą nie idzie żadne realne działanie ani bunt. Jeśli chodzi o ten pierwszy przypadek to taką postawę doskonale ilustruje przykład przytoczony przez dr Dardzińskiego. Otóż nie jest tajemnicą, że młodzi coraz częściej przy wyborze choćby kierunku studiów kierują się przydatnością danego kierunku, biorą głównie pod uwagę oczekiwania potencjalnego pracodawcy. Teoretycznie powinni w większości powinni iść na kierunki techniczne, ponieważ rynek pracy odczuwa deficyt głównie osób z takim wykształceniem. Młodzi wybierają kierunki takie jak stosunki międzynarodowe czy politologia. Jednocześnie zdają sobie sprawę, że osoby po takich kierunkach nie są poszukiwani (trudno jest znaleźć ofertę pracy o treści “absolwenta stosunków międzynarodowych lub politologii zatrudnię). Z jednej więc strony dokładnie planują swoją ścieżkę kariery, aby po studiach móc bez problemu znaleźć pracę, z drugiej jednak strony swoją wiedzę o przydatności i zapotrzebowaniu na absolwentów danego kierunku opierają na jakiś totalnie nieracjonalnych wiadomościach. Towarzyszy temu taka bezrefleksyjność - pójdę na te stosunki, bo to jest teraz taki modny kierunek, wszyscy chcą to studiować, więc pewnie otwiera to jakieś drzwi.


Zastanówmy się jednak nad ową refleksyjnością, która nie niesie za sobą działania ani chęci zmiany. Ten problem najbardziej wiąże się z kulturą. Jeden z dyskutantów słusznie zauważył, że z jednej strony wiemy, że media kłamią, że radia i telewizyjne stacje muzyczne wciskają nam chłam, ale nie buntujemy się przeciwko temu. Wiemy, że jest źle, ale zamiast próbować coś zmienić albo staramy się jakoś do tego przyzwyczaić, albo czekamy na lepsze czasy, albo zmiany, które rozpocznie ktoś inny. Pozostając przy temacie kultury - Katarzyna Kalinowska zauważa także, że młodzież nie występuje także w obronie swojej kultury. Drażni nas, że elementy kultury młodzieżowej (które powinny być jak sama nazwa wskazuje domeną młodzieży) przenikają do kultury oficjalnej, nie potrafimy, czy też nie chcemy jednak stanąć w jej obronie. Wolimy wyrzec się tego co młodzieżowe, niż walczyć o przywrócenie owej kulturze autonomii. Za to lenistwo, bezrefleksyjność i konformizm możemy mieć pretensje jedynie do siebie.


Łącząc jeszcze wspomnianą bezrefleksyjność z kulturą - wyłania się w tej kwestii jeszcze jeden problem, z którym boryka się dzisiejsza młodzież (w szczególności chodzi tu o młodsze pokolenia), a który niekoniecznie wynika z jej winy. Jeden z dyskutantów słusznie zauważył, że wielu z nas choćby oglądając telewizję - wierzy jej na ślepo. Nie dopuszcza myśli, że media mogą kłamać, ale co gorsza z natłoku informacji, które zasypują nas każdego dnia, nie potrafi wyłowić tych najważniejszych. Wyrażono obawę, co się stanie jeśli media wpadną w niewłaściwe ręce (co właściwie już miało miejsce)? Przez tą naszą bezkrytyczność jesteśmy łakomym kąskiem dla wszelkiego rodzaju manipulatorów. Mamy ogromny problem z wartościowaniem, za co niewątpliwie największą odpowiedzialność ponosi jak zawsze “niezawodna” szkoła. Problem z wartościowaniem łączy się nie tylko ze sztuką, ale w zasadzie z codziennością polskiej młodzieży. Stawiamy karierę zdecydowanie ponad rodzinę, co jest zjawiskiem nieco niepokojącym. Nie potrafimy zrozumieć, że działając dla dobra ogółu, działamy również dla dobra nas samych.
Za podsumowanie problemów pokolenia, a w zasadzie chyba jednak, mimo wszystko, jego braku (przynajmniej na razie) najlepiej posłuży diagnoza profesora Pawła Śpiewaka. Uważa on, że za taki stan rzeczy odpowiedzialne są cztery deficyty:
1) kapitału społecznego;
2) ideowości, wymagań wobec siebie samych;
3) elitaryzmu;
4) sprawności organizacyjnej.


Myślę, że wszystkie dyskusje o pokoleniu ‘89 czy JPII, bez znaczenia czy one realnie istnieją czy też nie, robią dwie jakże ważne rzeczy. Otóż po pierwsze to wspaniale, że toczy się jakaś dyskusja, choćby to była tylko dyskusja dla samej dyskusji. To rzeczywiście krzepiące, że młodzi chcą i potrafią zabierać głos - świadczy to o tym, że nie jest z nami aż tak źle. Jednak nie wszystko jest nam całkowicie obojętne i nie pozwolimy, aby mówiono o nas, bez nas. Po drugie zaś - dyskusje o młodym pokoleniu są toczone na naprawdę wysokim poziomie. A każdorazowo wyciągane wnioski mogą posłużyć jako recepta na przekazywaniu tego co w tym pokoleniu złe, młodszym. Wiemy, jakie popełniono błędy przy wychowywaniu pierwszego pokolenia wolnej Polski i teraz powinniśmy zrobić wszystko, aby tych błędów nie powtórzyć. I głęboko wierzę, że tak będzie. Mam nadzieję, że to właśnie my zreformujemy polską oświatę, damy swoim dzieciom więcej miłości i uwagi, dołożymy wszelkich starań aby uzupełnić deficyty, o których wspomniał profesor Śpiewak i popracujemy nad sobą. I może to będzie dzieło naszego pokolenia. I wtedy nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteśmy Pokoleniem przez duże P. Nasi rodzice popełnili wiele błędów, ale nauczyli nas jednego - nie ma rzeczy niemożliwych. A nawet jeśli nie nauczyli nas tego rodzice - wiemy o tym z reklamy pewnej sportowej marki.


Opracowanie materiału: Marta Megger

 

 
Proszę zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz do tego artykułu.

Organizator
Partnerzy i współpraca
Partnerzy
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Patroni Medialni
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Organizacje współpracujące
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca
Partnerzy i współpraca