Strona główna --> Portret Polaków - 20 lat po --> Portret młodego pokolenia --> Młodzież nie interesuje się polityką i nie mówi dziś własnym językiem
 

Młodzież nie interesuje się polityką i nie mówi dziś własnym językiem

dr Michał Łuczewski - socjolog, psycholog, członek Rady Programowej Polskiego Forum Obywatelskiego

 

Młodzież nie interesuje się polityką i nie mówi dziś własnym językiem

 

Polska młodzież nie istnieje i nie przebudzi jej nawet kryzys. Podczas gdy dawniej młodzi stanowili realną siłę polityczną, albo przynajmniej chcieli taką siłą być, dziś stali się kategorią wiekową.

Tak jak i nowoczesny naród, również młodzież jest XIX-wiecznym wynalazkiem.

Trzeba było ją wynaleźć, gdyż wcześniej nikt nie upatrywał w niej podmiotu dziejowego. Młodzież miała dojrzewać, działać zgodnie z zaleceniami starszych, a nie poszukiwać własnego, niezależnego głosu. Dopiero romantycy ją nobilitowali. Przestała być wtedy oznaką niedojrzałości, a stała się nadzieją, która "ruszy bryłę z posad świata" i wzleci "nad poziomy".

Okres do pierwszej wojny światowej można określić jako czas manifestów. Bo młodzież chciała zaznaczyć swą obecność na arenie publicznej przede wszystkim poprzez manifesty. Uderzając we wzniosłe tony, żądając od "starych" "szczerości bezwzględnej" i "głębokiego życia duchowego" (Brzozowski), starała się pokazać swoją siłę.

Ale przez patos przezierało jednocześnie uczucie słabości. Wezwania do czynu, do odwagi rzuca się wtedy, kiedy brakuje i czynu, i odwagi. Dopiero młode pokolenie II RP mogło stać się prawdziwą siłą, tworząc wielotysięczne ruchy społeczne. Ruch narodowy, ruch ludowy, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży skupiały w swoich szeregach niemal milion członków. Do tego należałoby dodać korporacje akademickie, harcerstwo, chóry, kluby sportowe i paramilitarne.

W II Rzeczpospolitej młodzież stanowiła zorganizowaną siłę, która wywierała coraz większy wpływ na politykę. Jej znaczenie wzmogło się zwłaszcza podczas II wojny światowej, czego wyrazem było powstanie warszawskie, wszakże powstanie (młodego) pokolenia Kolumbów.

Kres tego typu masowym ruchom społecznym przyniósł dopiero PRL, który albo je represjonował, albo uzależniał. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z rozwojem ruchu opozycyjnego od roku 1968, w którym poczesne miejsce zajęli młodzi, przede wszystkim studenci. Kolejne antykomunistyczne zrywy i antysystemowe demonstracje, w tym Solidarność, były ich dziełem.

Jednak wraz z upadkiem komunizmu młodzież z antysystemowej stała się siłą prosystemową. Porównując z pokoleniem młodych sprzed 1918 roku, widać dzisiaj całkowity brak manifestów, a nawet szerzej - retoryki pokoleniowej. Odwołania do "szczerości" i "ducha" narażałaby na śmieszność. Wokół nas nie widać też masowych ruchów społecznych.

Po roku 1989 roku młodzież konsekwentnie nie angażuje się w życie społeczne. Więcej nawet, ona nie chce się w to życie angażować. W ostatnich dwóch dekadach jedynie 1 proc. młodych wyrażało chęć wpływania na sytuację ekonomiczną i polityczną kraju.

Nie widać nie tylko ruchów społecznych, lecz również środowisk młodzieżowych i subkultur, pokolenia zaś jawią się przede wszystkim jako twory medialne. Nawet najbardziej autentycznemu z nich, pokoleniu JP2, do którego przynależność deklaruje ok. połowy młodych, z trudem przychodzi przejście od sfery wirtualnej do realnej, od bycia pustą nazwą do bycia aktywną grupą.

Dlaczego dziś młodzież nie mówi własnym językiem? Dlaczego jako grupa nie istnieje? Otóż dzisiejszy system polityczno-gospodarczy sprawnie zagospodarowuje młodych (względnie sprawnie ich wypycha).

Inaczej niż przed 1918 rokiem nie mamy do czynienia z nadprodukcją inteligencji, lecz ze zwiększającym się zapotrzebowaniem na wyższe wykształcenie. Autorytarna demokracja Polski lat trzydziestych, która uniemożliwiała młodym wpływanie na politykę, została zastąpiona przez system demokratyczny. Dziś młodzież, aby realizować swoje cele, nie musi już organizować się w masowe ruchy; jeśli wyrazi chęć wpływu na politykę, wystarczą jej dostępne kanały: powszechne wybory, sądy, reprezentacja polityczna.
I ostatni czynnik. Jako że władza komunistyczna nie mogła oprzeć się na osiągnięciach gospodarczych, musiała odwoływać się do przemocy i ideologii. Dziś mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Rządzący nie potrzebują przemocy i ideologii, gdyż system ekonomiczny okazał się sprawny.

System okazał się sprawny - należy dodać - na razie. Różnica bowiem między organizacją poprzednich pokoleń młodych a brakiem organizacji obecnego pokolenia polega na tym, że poprzednie pokolenia były pokoleniami kryzysu, a pokolenie obecne z kryzysu powoli wychodzi. Jeśli tak, oznaczałoby to, że obecny kryzys ekonomiczny powinien w dłuższej perspektywie czasowej doprowadzić do odzyskania przez młodych podmiotowości.

Tak się jednak nie stanie. Owszem, na razie nastroje się systematycznie pogarszają, ale są jeszcze bardzo dalekie od nastrojów z 1997 roku, który był początkiem ostatniego kryzysu. Podczas gdy w 1992 77 proc. młodych obawiało się, że nie będzie miało pracy, w 2007 roku podobne obawy wyrażało jedynie 37 proc.

Do poziomu niepewności z początku transformacji ustrojowej jest nam zatem jeszcze bardzo daleko. Wydaje się dalej, że przez trudne lata dziewięćdziesiąte młodzież przyzwyczaiła się do nieustannych problemów i wyzwań. Według Child Wellbeing Index Polska zajmuje pod względem jakości życia młodych 26. miejsce na 29 europejskich krajów (2006).

Tak niski poziom wcale jednak nie doprowadził do rewolucyjnych nastrojów. Co więcej, właśnie najbardziej upośledzone grupy młodzieży - ci, którzy nie pracują i nie uczą się - są najmniej chętne do wywierania wpływu na życie publiczne. Upośledzenie ekonomiczne prowadzi zatem raczej do wycofania się z agory niż do prób samoorganizacji.

Wreszcie, choć polska młodzież przechodziła już swoje kryzysy, to zdumiewająco niewiele zmieniło się w jej wartościach: nadal ważna pozostaje dla niej religia (choć rzadziej uczęszcza do kościoła), rodzina, miłość, przyjaźń, praca, kariera i spokojne życie. Te wartości zaś nie zwiastują rewolucyjnego przełomu.

Jest jednak jeden wskaźnik, który może świadczyć o potencjale do samoorganizacji. Otóż od początku lat 90. systematycznie rosną aspiracje młodzieży. Dziś dwa razy więcej osób niż przed dwoma dekadami pragnie mieć dom i samochód (ok. 60 proc. w 2008 vs ok. 30 proc. w 1990). Coraz więcej osób chce również zajmować wysokie pozycje w społeczeństwie.

Jeśli rosnące oczekiwania przestaną być zaspokajane, należy przypuszczać, może dojść do wybuchu społecznego. A zatem jeśli załamanie gospodarcze pogłębi się i osiągnie poziom z początku transformacji lub z roku 1997, mogą powrócić pewne formy artykułowania roszczeń charakterystyczne dla dwudziestolecia międzywojennego.

Ale czy niezadowolenie pchnie Polskę na nowe tory? Nie spodziewajmy się zbyt wiele. Nawet jeśli młodym udałoby się stworzyć ruch społeczny, to do tej pory w naszym kraju miały one raczej charakter wybuchowy, upominały się o swój własny interes, a nie o interes wspólny.

Partie polityczne cieszą się coraz mniejszym poparciem młodych, a młodzieżówki stały się organizacjami klientelistycznymi. Jedyną drogą zmiany postaw młodzieży, która nie będzie potrafiła odnaleźć się w kryzysie, wydaje się więc droga pośrednia. Powinny powstać organizacje, które pokazywałyby, że (a) źródłem kryzysu jest państwo, że (b) na państwo można wpływać, i że (c) powinni to czynić właśnie młodzi.


 

 
Proszę zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz do tego artykułu.

Organizator
Intytut BadaÅ nad GospodarkÄ RynkowÄ